|
wtorek, 08 listopada 2011
Ka¿demu prze³omowi – towarzyszy strach. A je¶li jest to prze³om wieków, któremu wtóruj± apokaliptyczne wizje koñca ludzko¶ci – strach urasta do ekstremalnych rozmiarów. Tak dzia³o siê w przypadku M³odej Polski. ¯eby czytaæ ze zrozumieniem wiersze Staffa, „Kwiaty z³a” Baudelaire'a czy dramaty Wyspiañskiego – nale¿y bezwzglêdnie poznaæ i wczuæ siê w emocje, które towarzyszy³y twórcom tej niezwyk³ej epoki. Umowny pocz±tek M³odej Polski to rok 1891. Wtedy to – z Europy nap³ywa³y do nas nowe tendencje ideowe i artystycznie. Nale¿y przy tym pamiêtaæ, ¿e obok M³odej Polski – rozwija³y siê te¿ M³ode Niemcy, M³oda Anglia czy M³oda Francja. Koniec polskiej epoki to rok 1918, czyli odzyskanie niepodleg³o¶ci. M³oda Polska zrodzi³a siê z krytyki pozytywistycznych teorii, któr± – paradoksalnie – podejmowali sami pozytywi¶ci. Okre¶lenie „M³oda Polska” pochodzi natomiast z cyklu programowych, publikowanych w „¯yciu” (1898 rok) artyku³ów Artura Górskiego, które uznawane by³y za wyraz manifestów m³odego pokolenia Polaków. Manifesty skupia³y siê g³ównie na propagowaniu i kontynuacji ideologii romantyzmu polskiego, czego konsekwencj± mia³o byæ stworzenie nowych norm i warto¶ci estetycznych. Przez wzgl±d na zwi±zek tych manifestów z epok± serca, M³oda Polska nazywana by³a tak¿e neoromantyzmem. M³oda Polska – tak, jak romantyzm – walczy³a o indywidualizm i wspiera³a tendencje niepodleg³o¶ciowe. To, co odró¿nia³o j± od czasu Mickiewicza, S³owackiego czy Norwida, to przede wszystkim nowoczesno¶æ wzglêdem epok minionych, st±d – M³od± Polskê nazywaæ te¿ mo¿na modernizmem. Cz³owiek ¿yj±cy na prze³omie wieku XIX i XX czu³ siê zagro¿ony i niepewnie patrzy³ w przysz³o¶æ. Dzia³o siê tak nie tylko z powodu wej¶cia w nowe stulecie, ale i przez szybki rozwój ówczesnej techniki, przemys³u i nauki. Wzglêdem wszystkich rewolucyjnych odkryæ, które na bie¿±co zmienia³y ¶wiat – trudno by³o snuæ plany, przewidywaæ koleje losu. St±d te¿ charakterystyczna dla cz³owieka prze³omu wieków postawa, cechuj±ca siê poczuciem zagro¿enia i zw±tpienia. Dekadentyzm – bo o nim mowa – to po prosty bezsens istnienia, permanentny brak wiary w idee i warto¶ci, apatia i prze¶wiadczenie o zbli¿aj±cej siê katastrofie globalnego rozmiaru. Z dekadentyzmem dyskutowali (oczywi¶cie!) filozofowie. Mówi±c o najwiêkszych my¶licielach epoki, nale¿y bezwzglêdnie wymieniæ Nietzsche, Schopenhauera i Bergsona.
Friedrich Nietzsche Friedrich Nietzsche jest czêsto kojarzony – za spraw± teorii o nadludziach – z Adolfem Hitlerem. Konotacja jest „ciut” b³êdna, bo niemiecki dyktator z g³upim w±sikiem wypaczy³ i przerobi³ na w³asn± korzy¶æ teorie tego wybitnego przedstawiciela immoralizmu. Nietzsche przeciwstawia³ siê dekadentyzmowi, propaguj±c kult ¿ycia, wiarê w sens egzystencji i skuteczno¶æ energicznego dzia³ania, uznaj±c, ¿e jedyn± postaw± w³a¶ciw±, jest „dzia³anie poza dobrem i z³em”. Owszem, Nietzsche stworzy³ teoriê rasy panów i dopingowa³ mocne jednostki, którym zezwala³ nawet na bezwzglêdne dzia³anie wobec s³abszych warstw spo³ecznych, ale... filozof s³owem nie wspomnia³ o obozach koncentracyjnych czy obozach pracy i nie wyszed³ nigdy poza czyst± teoriê swoich pogl±dów. Artur Schopenhauer natomiast, skupia³ siê na popêdach i ich destrukcyjnym wp³ywie na losy cz³owieka. Filozof szansê na ratunek od z³a ¶wiata widzia³ jedynie w ucieczce w sztukê i kontemplacjê nad artyzmem.
Artur Schopenhauer Henryk Bergson by³ z kolei skrajnym przeciwnikiem racjonalizmu i piewc± „pêdu ¿yciowego”. Nastroje prze³omu wieku i ówczesna filozofia wykszta³ci³y szereg postaw i kierunków artystycznych M³odej Polski, z których najwa¿niejsze to: dekadentyzm, symbolizm, ekspresjonizm, impresjonizm i naturalizm. Dekadentyzm to pesymizm i irracjonalizm, uznaj±cy bezsensowno¶æ istniej±cych form spo³ecznych. Taka bezsilno¶æ wobec ¶wiata prowadzi do artystycznego buntu przeciw spo³eczeñstwu w imiê „sztuki dla sztuki” i uzyskania stanu nirwany. Ekspresjonizm to wyeksponowanie kontrastów w celu odtworzenia wewnêtrznych stanów i napiêæ duchowych artysty. Impresjonizm to próba uchwycenia przelotnych wra¿eñ i ulotnych chwil -w imiê idei poznawania ¶wiata przez przypadkowe odczucia i subiektywne doznania. Naturalizm - stworzony przez Emila Zolê - to próba na¶ladowania rzeczywisto¶ci w sposób bezwzglêdny i wierny: bez ubarwiania, bez omijania „zakazanych” czy dra¿liwych tematów, za to w imiê obiektywnej prawdy. Symbolizm to natomiast uniemo¿liwiaj±ca szybkie czytanie i szybkie poznanie wiara w dwoist± naturê wszech¶wiata. Sztuka – w ramach symbolizmu – ma za zadanie uchwyciæ i odzwierciedliæ tak± dwoisto¶æ, ze szczególnym uwzglêdnieniem metafizycznej sfery egzystencji ludzkiej. Symbol to przecie¿ ¶rodek posiadaj±cy co najmniej dwa znaczenia, wiêc jego interpretacja mo¿e byæ ró¿na, z³o¿ona – tak, jak z³o¿ona jest natura wszech¶wiata.
Z tego wpisu powinni¶cie zapamiêtaæ:
poniedzia³ek, 07 listopada 2011
Tak samo wa¿ne dla szybkiego czytania i rozumienia tre¶ci lektur, jak pod³o¿e historyczne i spo³eczne epoki - s± jej postulaty. Zreszt±, wspomniane t³o i programowa filozofia pozytywistyczna s± (zw³aszcza w kontek¶cie polskiego pozytywizmu) ze sob± ¶ci¶le powi±zane. Po rozczarowaniu, jakim okaza³o siê zakoñczone klêsk± powstanie styczniowe – m³ode pokolenie odwróci³o siê od romantycznych tez i idea³ów. Wizja „Polski – Chrystusa”, czy „Polski – Winkelrieda narodów” po prostu – nie sprawdzi³a siê, a w konsekwencji sprawi³a, ¿e narodowo¶ciowe, wolno¶ciowe nastroje Polaków opad³y. W tej atmosferze pora¿ki, zniechêcenia i beznadziejno¶ci - zrodzi³a siê konieczno¶æ odszukania nowych sposobów na poprawê rzeczywisto¶ci. Tyle tylko, ¿e ju¿ nie przez romantyczn± walkê, ale postêpow± pracê. A dok³adniej - „pracê organiczn±” i „pracê u podstaw”. Koncepcjê pracy organicznej wysun±³ jako pierwszy filozof Herbert Spencer, g³osz±c konieczno¶æ traktowania spo³eczeñstwa na wzór ¿ywego organizmu. Tak, jak w przypadku cia³a cz³owieka, zwierzêcia czy nawet organizmu ro¶liny – prawid³owe funkcjonowanie ca³o¶ci mo¿e zagwarantowaæ jedynie skoordynowana i zdrowa dzia³alno¶æ wszystkich czê¶ci i organów. Je¶li cz³owiek nie mo¿e sprawnie istnieæ bez mózgu – spo³eczeñstwo nie mo¿e funkcjonowaæ bez dobrze kierowanej ekonomii. O ile do ¿ycia ka¿dego organizmu ¿ywego potrzebne jest serce – spo³eczeñstwo tak¿e potrzebuje takiego wra¿liwego „organu”, czyli o¶rodków kulturalnych. Celem teorii pracy organicznej by³o propagowanie dzia³alno¶ci ludzi ¶wiadomych, posiadaj±cych konkretne umiejêtno¶ci, bêd±cych przedsiêbiorczymi, pomys³owymi i wykszta³conymi jednostkami, których aktywne dzia³anie mog³oby aktywizowaæ i stymulowaæ innych, prowadz±c tym samym do podwy¿szenia i unowocze¶nienie gospodarki i poprawy dobrobytu.
Herbert Spencer - odlew d³oni
Czê¶ci± teorii o pracy organicznej (a mo¿e – jej podstaw±?) by³ utylitaryzm, czyli przekonanie o tym, ¿e po¿yteczne dzia³ania to jedynie te, które dziej± siê na rzecz dobra ogólnego. Cz³owiek u¿yteczny, to cz³owiek pozytywistyczny: potrafi±cy stawiaæ sobie jasno okre¶lone cele i zmierzaæ ku ich osi±gniêciom dla dobra ca³ego spo³eczeñstwa. Praca u podstaw to natomiast konieczno¶æ pracy na rzecz najbiedniejszych i spo³ecznie (z perspektywy pozytywistów) upo¶ledzonych warstw narodu, które z ró¿nych wzglêdów – nie potrafi± dzia³aæ rozwojowo, a ich egzystencja prowadzi do bezu¿ytecznej z perspektywy ogó³u autodestrukcji. Praca u podstaw mia³a wdra¿aæ przez rozpowszechnienie edukacji i pracê spo³eczn± pozytywistyczne idee – g³ównie przez u¶wiadomienie wszystkim klasom warto¶ci ich istnienia. Wszystko po to, by wspomniany wcze¶niej margines spo³eczny – móg³ staæ siê integraln± i po¿yteczn± czê¶ci± ogó³u i dzia³aæ na rzecz dobra wszystkich. Je¶li praca u podstaw i praca organiczna kojarz± Wam siê z ustrojem komunistycznym (praca na 200% normy, teoretyczne wyrównanie szans, dzia³anie na rzecz dobra ogólnego itd.) to... ¶wietnie! W pozytywizmie przecie¿ rodzi³a siê powoli klasa proletariatu – tyle tylko, ¿e robotnicy i ludzie pracuj±cy nie musieli szybko czytaæ „Czerwonej ksi±¿eczki” i obligatoryjnie nuciæ pod w±sem „Miêdzynarodówki”. Ogólnie rozumiane wyrównanie szans, mia³o szeroki zakres i w swojej rewolucyjno¶ci – obejmowa³o tak¿e postulat emancypacji kobiet, które pozbawione dot±d praw spo³ecznych – powoli dochodzi³y do g³osu. Tak samo dzia³o siê w przypadku ¯ydów, którym w Polsce starano siê umo¿liwiæ ludzk± egzystencjê w ramach spo³eczeñstwa przez postulat asymilacji, czyli dostosowania siê do ogólnych norm i zasad.
August Comte
Oczywi¶cie, za tymi postulatami stali filozofowie, choæby wspomniany wcze¶niej Herbert Spencer – uczeñ Darwina, wielki propagator organicyzmu i ewolucjonizmu. Teoriê o praktycyzmie pozytywistycznej filozofii opracowa³ natomiast Francuz - August Comte. Comte by³ dodatkowo zapalonym przeciwnikiem romantycznego spirytualizmu i piewc± eksperymentów i obserwacji, które uznawa³ za jedyne sposoby osi±gniêcia naukowego postêpu. Mówi±c o czo³ówce pozytywistycznych my¶licieli, nale¿y koniecznie przywo³aæ postaæ teoretyka utylitaryzmu. John Stuart Mill – bo o nim mowa – uwa¿a³, ¿e s³uszne dzia³anie cz³owieka to jedynie to, które przynosi po¿ytek spo³eczeñstwu. John Stuart Mill
Obok wspomnianych ju¿: pracy organicznej, pracy u podstaw, utylitaryzmu, emancypacji, asymilacji i ewolucjonizmu, w pozytywizmie rozwija³y siê te¿ inne kierunki filozoficzne i spo³eczne. By³ to przede wszystkim scjentyzm, pok³adaj±cy zaufanie w nauce i wynikach do¶wiadczeñ, a nie w romantycznej wierze w moc duszy i ducha. Swoist± pochodn± scjentyzmu by³ monizm przyrodniczy, g³osz±cy jedno¶æ natury i ludzi, i postuluj±cy mierzenie wszystkich sfer cz³owieczych - opartymi na eksperymentach i obserwacjach - metodami biologicznymi i fizycznymi. Z drugiej strony, na popularno¶ci zyskiwa³ trochê asekuracyjny agnostycyzm, który zak³ad, ze nie wszystko mo¿na poznaæ do koñca, a kwestii, których ludzki mózg nie jest w stanie przeanalizowaæ – nie warto w ¿aden sposób podejmowaæ. Nale¿y te¿ wspomnieæ praktycyzm, który odwraca³ has³o „mierzenia si³ na zamiary” i propagowa³ stawianie sobie osi±galnych celów, czyli - „mierzenia zamiarów na si³y”.
Szybkie czytanie lektur z zakresu epoki pozytywizmu nie powinno nikomu przysporzyæ wiêkszych k³opotów. W czasie tym, dominuje przecie¿ proza, a liryka – jest (w porównaniu choæby z romantyzmem) bardzo oszczêdna w formie. Mimo wszystko, bez znajomo¶ci kontekstu spo³ecznego i historycznego epoki: szybkie czytanie. owszem – bêdzie mo¿liwe, ale o czytaniu ze zrozumieniem (pe³nym zrozumieniem!) bêdziemy mogli zapomnieæ. Tak jak w przypadku renesansu, który by³ przeciwwag± dla ¶redniowiecza i nawi±zywa³ do antyku czy romantyzmu, który jako opozycyjny do o¶wiecenia – czerpa³ z wieków ¶rednich, tak¿e pozytywizm jawi siê jako przeciwwaga do epoki poprzedniej i nawi±zuj±c jednocze¶nie do czasów, które ju¿ minê³y. Tym samym realizm (tak w Europie pozytywizm nazywano - wywodzi siê z nurtu filozoficznego o¶wiecenia i stanowi przeciwwagê dla romantycznej metafizyki. Pozytywizm europejski to okres od lat 40. do 70. XIX wieku, kiedy to gwa³townie rozwija³a siê nauka i technika, doj±c przez to cz³owiekowi niemal nieograniczone mo¿liwo¶ci w odkrywaniu praw rz±dz±cych przyrod± czy spo³eczno¶ciami. Konotacja przyrody i spo³eczeñstwa stanowi rolê kluczow±, bo pozytywi¶ci uwa¿ali, ¿e grupami ludzi rz±dz± takie same prawa, jakie determinuj± ¿ycie wszelkich organizmów. Tyle tylko, ¿e zarówno jednostki, jak i ca³e spo³eczeñstwa - wed³ug pozytywistów - nie s± podw³adne przeznaczeniu, ale – dziêki wiedzy, nabytym na drodze nauki mo¿liwo¶ciom, mog± zmieniaæ swój los i wp³ywaæ na rozwój ca³ych spo³eczno¶ci. Taki kult nauki to scjentyzm – has³o, bêd±ce wyznacznikiem pozytywizmu. I nie ma co siê dziwiæ, ¿e scjentyzm zdominowa³ ¶wiat w³a¶nie w okresie lat 40.-70. XIX wieku. Wtedy przecie¿ dokonano wielkich odkryæ technicznych z dziedziny ¶wiat³a, elektryczno¶ci i optyki, Darwin stworzy³ podstawy teorii ¶wiata, a biologiê i medycynê na zawsze zmieni³y odkrycia Ludwika Pasteura.
Polski pozytywizm to przede wszystkim konsekwencje klêski powstania styczniowego (1863). Romantycy patrzyli na Polskê i Polaków przez pryzmat mesjanizmu. Mieszkañcy kraju nad Wis³± byli w my¶l tej teorii narodem wybranym, na barkach którego spoczywa³a misja odrodzenia Europy. Klêska powstania styczniowego pokaza³a, jak rozbie¿ne s± d±¿enia i mo¿liwo¶ci rodaków. Pokonany politycznie kraj sta³ siê obszarem zacofanym w rozwoju ekonomicznym, spo³ecznym i technicznym, pozostaj±cym daleko w tyle za rozkwitaj±ca Europ±. I o ile romantycy albo usi³owali usprawiedliwiæ klêskê powstania, albo za³amywali rêce nad losem przegranych, to m³ode pokolenie – szuka³o sposobu na to, by zaistnia³y stan rzeczy zmieniæ, propaguj±c nie szalone i nieprzemy¶lane zrywy wolno¶ciowe, ale „polityczn± trze¼wo¶æ”. Pocz±tek i upadek powstania styczniowego to oficjalnie uznawana data pocz±tku pozytywizmu. Polski koniec epoki, to zmierzch wieku, czyli ostatnie dziesiêciolecie XIX stulecia. Programowa podstawa epoki nie by³a „artystyczna”. Kiedy kraj znajduje siê pod zaborami i prze¿ywa kolejne, polityczne pora¿ki – pisanie poematów nikomu nie pomo¿e! Pozytywi¶ci skupili siê wiêc na opracowaniu programu ekonomicznej, spo³ecznej, technicznej i politycznej naprawy kraju, którego konsekwencj± mia³o byæ zachowanie to¿samo¶ci narodowej i odtworzenie si³, które przez liczne klêski – uleg³y znacznemu os³abieniu. Literatura pozytywistyczna to propagatorka hase³ programowych epoki. Jej rola by³a kluczowa i jasno zdefiniowana, st±d – wiêkszo¶æ pozycji z tamtego okresu to zakamuflowane w fabu³ach postulaty, umo¿liwiaj±ce szybkie czytanie i niewymagaj±ce interpretacji poszczególnych fraz na wieloraki sposób. Innymi s³owy: co mia³ na my¶li poeta w romantyzmie? Nie wie nikt! Zw³aszcza, w kontek¶cie poprzedniej notki. Pisarze pozytywistyczni za to dobrze wiedzieli, co chc± przekazaæ i spisywali swoje historie w prosty, klarowny sposób – bez ozdobników, epitetów czy apostrof. Literatura pozytywizmu to jednak nie tylko obowi±zkowe dla Was lektury. To tak¿e dziennikarstwo, które kontynuowa³o misjê o¶wieceniowej publicystyki. Rozwój prasy powi±zany by³ ¶ci¶le z rozwojem cywilizacji i unowocze¶nieniem technik drukarskich. Z drugiej strony – dostêpne praktycznie od rêki gazety codzienne, by³y najlepszym sposobem na rozpowszechnianie we wszystkich klasach spo³ecznych pozytywistycznych manifestów i hase³, takich jak „praca u podstaw” czy „praca organiczna”.
Kre¶l±c t³o historyczne polskiego pozytywizmu nie wolno zapominaæ o tym, ¿e kraj by³ podzielony, a jego poszczególne czê¶ci znajdowa³y siê pod rz±dami ró¿nych zaborców. W Galicji panowa³o stosunkowe rozlu¼nienie polityczne, bêd±ce konsekwencj± szerokich swobód. To w tym zaborze - bêd±cym pod w³adaniem austriackiego cesarza - rozwija³a siê o¶wiata, powstawa³y nowe szko³y i instytucje kulturalne, takie jak polskie wydawnictwa czy teatry. Austriacy traktowali Galicjê jako zaplecze gospodarcze i faworyzowali przez to ziemian, którzy szybko przybrali wiernopoddañcz± postawê wobec cesarza, nawo³uj±c nawet do ca³kowitego poddania siê i pos³uszeñstwa w³adzy zaborcy. Znacznie gorzej rysowa³a siê sytuacja w zaborze pruskim, gdzie szczególnie we znaki dawa³y siê rz±dy autorytarnego kanclerza Bismarcka, promuj±cego skrajn± germanizacjê i ograniczaj±cego jak±kolwiek narodow± dzia³alno¶æ o¶wiatow±, kulturaln± czy spo³eczn±. Jeszcze gorzej, sytuacja Polaków przedstawia³a siê w przypadku Królestwa Polskiego (tam przecie¿ rozegra³o siê g³ównie powstanie styczniowe). Rosyjscy zaborcy wprowadzili liczne represje – Polacy byli usuwani z administracyjnych stanowisk pracy, jêzykiem urzêdowym zosta³ rosyjski, Warszawa przesta³a byæ stolic±, cenzurowano prasê, wydawnictwa i spektakle teatralne, a by³ym powstañcom – konfiskowano maj±tki. Co powiniene¶ wiedzieæ:
Skoro w romantyzmie wyobra¼nia uznawana by³± za cechê bosk±, to poeci – piewcy wyobra¼ni – kojarzeni byli z i¶cie boskimi istotami w³a¶nie. Choæby przez to – twórcom strof przypisywano rolê znamienn±. Romantyzm generalnie wyniós³ na piedesta³ rolê poezji. Naturaln± konsekwencj± tego trendu by³o uwielbienie poetów. Poeta – wieszcz by³ prorokiem, piewc± wznios³ych idei, osob±, która widzi wiêcej, a przez to – mo¿e byæ ³±cznikiem miêdzy rzeczywisto¶ci±, a (szeroko interpretowanym) Bogiem. Talent poetycki uznawany by³ wiêc za dar wyj±tkowy, wyró¿niaj±cy i daj±cy jednostce, która poezjê pope³nia³a - niepisane prawo do tego, by przewodziæ t³umom. Sêk w tym, ¿e owe „poezyje” nierzadko powstawa³y pod szeroko rozumianym "wp³ywem". S³yszeli¶cie kiedy¶ zapewne o tym, ¿e pewien wieszcz (o znajomo brzmi±cych inicja³ach A.M.) pope³ni³ niejak± „Wielk± improwizacjê” w jedn± noc. Jakim cudem mu siê to uda³o? Wie¶æ gminna niesie, ¿e by³ na ówczesnych „dopalaczach”. Nie wiem i raczej nikt nie wie, czy to prawda. Pewnym jednak jest, ¿e romantycy jako pierwsi zaczêli eksperymentowaæ ze ¶wiadomo¶ci±, a w porównaniu z tymi do¶wiadczeniami - nawet staro¿ytne, zakrapiane Dionizje i takie te¿ orgietki to piku¶. Zreszt±, fascynacja spirytualizmem i orientalizmem nie mog³a skoñczyæ siê inaczej, jak podejmowanymi na sobie próbami dzia³ania takich wynalazków, jak konopie indyjskie, meskalina czy grzyby halucynogenne. Narkotyki towarzyszy³y romantykom od pocz±tku. Wystarczy zerkn±æ na (niestety) ma³o w Polsce znany „Kubla Khan” Samuela Coleridge'a – angielskiego poety i twórcy pierwszych, wyspiarskich manifestów romantycznych. Ojciec angielskiej „Szko³y Jezior” by³ uzale¿niony od... opium, do czego zreszt± otwarcie siê przyznawa³ – daj±c wyraz swojemu uwielbieniu do tego narkotyku w licznych aluzjach umieszczanych w wierszowanych strofach. Coleridge najbardziej upodoba³ sobiej meskalinê. Ponoæ pod jej wp³ywem – liryczne wizje same jawi³y siê przed jego oczami, a rêka (tak¿e samoistnie) spisywa³a po kilkaset, doskona³ych pod wzglêdem poetyckim strof. Do wydania przywo³anego wcze¶niej poemu - „Kubla Khan”, Coleridge'a namówi³ mój osobisty faworyt – George Byron. Twórca obowi±zkowego „Giaura” nosi³ przezwisko „chroma stopa”. Ponoæ pewnego razu, impulsywna matka Byrona tak go w k³ótni skaleczy³a, ¿e poeta do koñca ¿ycia zmaga³ siê z nastêpstwami wywichniêcia nogi. Swoj± drog±, relacja matka – syn by³a w tym wypadku encyklopedycznie toksyczna – ponoæ po jednej z awantur, Byron i jego rodzicielka wyszli w po¶piechu z domu do apteki tylko po to, by ub³agaæ farmaceutê, ¿eby za ¿adne skarby nie sprzedawa³ trucizny drugiej stronie konfliktu. Jakby tego by³o ma³o Byron - naczelny ideolog angielskiego romantyzmu - przyja¼ni³ siê Mary Shelley (autork± „Frankensteina”), a na imprezy okoliczno¶ciowe przychodzi³ z w³asnym ekwipunkiem, czyli... ze ¶wietnie zakonserwowan± ludzk± czaszk±, która s³u¿y³a mu za puchar do wina. Jak g³osi legenda – to w³a¶nie pod wp³ywem jednej z takich winnych i narkotycznych orgii - urz±dzonej tamtym razem w szwajcarskiej willi – wspomniana wcze¶niej Mary Shelley, na fali rozmów o duchach, zjawach, mutantach i wszelkiej ma¶ci zjawiskach nadprzyrodzonych... pope³ni³a dzienniki Victora Frankensteina. Obok historii o stworzonym ludzk± rêk± z martwych cz³onków potworze i w oparciu o wydarzenia owej orgii – powsta³a te¿ ksi±¿ka Johna Pelidoriego o wiele mówi±cym tytule „Wampir”. Owszem, pozycja nie jest mocno popularna, ale to w³a¶nie w oparciu o jej fabu³ê – pojawi³a siê po latach gotycka powie¶æ Brama Stokera o niejakim Draculi!
Có¿, romantycy byli fatalistami – bo czego innego mo¿na siê spodziewaæ po osobnikach uwielbiaj±cych gotycki mrok (bez skojarzeñ subkulturowych!) i odprê¿aj±cych siê jedynie na przechadzkach po cmentarzach? Nie bêdzie to pedagogiczne, ale... prawda jest taka, ¿e u¿ywki by³y dla nich czêsto jedynym ukojeniem przed przyt³aczaj±c± i ci±gle rozczarowuj±c± rzeczywisto¶ci±. Poeta w romantyzmie by³ wielbiony. Ka¿dy chce byæ wielbiony, wiêc w tamtej epoce – ka¿dy chcia³ byæ poet±. Ci±gn±c logikê za ogon - ¿eby byæ poet±, nale¿y wykazaæ siê wybitn± wyobra¼ni±. Tym samym utar³o siê w romantyzmie, ¿e ten, kto chce byæ uznawany za artystê – musi (sic!) skosztowaæ od czasu do czasu opium. Choæby po to, by byæ bli¿ej granicy dwóch ¶wiatów, a w swoje strofy wplataæ prawdziwie natchnione bosk± moc±, oniryczne wizje. Takie mo¿liwo¶ci dawa³y romantykom CA£KOWICIE LEGALNE:opium, konopie indyjskie czy grzyby halucynogenne. Ale nie tylko... Poeta zza zachodniej miedzy, Niemiec Fryderyk Schiller - wprawia³ siê w twórczy trans zapachem zgni³ych, wydzielaj±cych aceton jab³ek, których poka¼ny zapas trzyma³ w sekretarzyku. Ale pomijaj±c ten owocowy wyj±tek, rekordy popularno¶ci bezapelacyjnie bi³a meskalina – popularna tak¿e w obrêbie rodzimego, poetycznego poletka. Wystarczy zerkn±æ w strofy „Lambro” czy „Króla Ducha” Juliusza S³owackiego i szkicu „De l'either” Zygmunta Krasiñskiego i... wszystko jasne! I ¿eby nie by³o – powy¿szy wpis nie jest manifestem propaguj±cym u¿ywki. Opium, grzyby halucynogenne czy konopie indyjskie by³y w romantyzmie ogólnodostêpne, legalne i czêsto – zalecane przez lekarzy jako panaceum na wszelkiej ma¶ci choróbska. Tym samym wpis, jest jedynie gotow± ripost± dla wszystkich tych, którym nauczyciele od polskiego zarzucaj±, ¿e romantycznych strof nie potrafi± czytaæ ze zrozumieniem. No bo jak tu w pe³ni rozumieæ takiego „Giaura” czy „Wielk± improwizacjê”, skoro ich autorzy podczas pope³niania strof byli pod narkotycznym wp³ywem? ;-)
sobota, 05 listopada 2011
Ka¿da epoka by³a wyrazem buntu przeciwko czasom bezpo¶rednio przed ni± minionym. Tak te¿ siê dzia³o w przypadku romantyzmu, który by³ przeciwwag± – niejako naturaln± – do naukowego, przepe³nionego krytycyzmem i racjonalizmem o¶wiecenia. I o ile o¶wieceniow± epikê (bo ten rodzaj literacki tak naprawdê dominowa³ w epoce rozumu) mo¿na by³o czytaæ szybko, to ¿eby móc prze¿ywaæ romantyczn± lirykê i dramat – konieczne jest czytanie ze zrozumieniem. Czytanie, oczywi¶cie w oparciu o historiê epoki. Okre¶lenie romantyzm wywodzi siê w prostej linii od s³owa „romanus”, czyli rzymski. Historia okre¶lenia jest ciekawa i mówi wiêcej o epoce romantyzmu, ni¿ niejedno, powa¿ne opracowanie. Otó¿ na pocz±tku – s³owem „romanus”, okre¶lano wszystko to, co mia³o rzymskie konotacje. Potem, zaczêto tego s³owa u¿ywaæ w odniesieniu do „tubylczych” jêzyków, jakimi pos³ugiwali siê mieszkañcy rozleg³ych, rzymskich prowincji. Nastêpnie, nazwa zaczê³a byæ kojarzona z legendami i podaniami, które najczê¶ciej opowiada³y o mi³osnych perypetiach rycerzy i dam ich serca. Tym samym, rozwin±³ siê gatunek romans, tak charakterystyczny chocia¿by dla ¶redniowiecza (tu: romans rycerski). Epoka romantyczna to w³a¶nie owoc fascynacji tymi trochê ludowymi, trochê dworskimi opowie¶ciami, które przepe³nione by³y mi³o¶ci± i ... fantastyk±. Je¶li przeczytali¶cie poprzedni± notkê to wiecie, ¿e epoki nie zaczyna³y siê z dnia na dzieñ i ¿e miêdzy o¶wieceniem i romantyzmem – wcisn±³ siê preromantyzm. Na potrzeby szko³y i oficjalnych klasówek (a nie - przy okazji wnerwiania polonistki) – ustalmy wersjê obiegow±. Romantyzm w Europie zacz±³ siê z chwil± wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej (rok 1789), a skoñczy³ w momencie powstania kolejnego zrywu, czyli Wiosny Ludów (rok 1848). Polski romantyzm wystartowa³ w roku 1822, kiedy to ukaza³ siê pierwszy tom poezji Adama Mickiewicza - „Ballady i romanse”. Koniec epoki, to rok wybuchu powstania styczniowego – 1863.
O ile o¶wiecenie by³o epok± rozumu, to kontrastowy romantyzm – wrêcz musia³ byæ czasem dominacji wiary w si³ê uczuæ. Romantyczni twórcy nawet nie spogl±dali w kierunku naukowych wywodów, koncentruj±c siê za to na ludowych wierzeniach, legendach, opowiadaniach o tajemniczych stworach i zaginionych miastach. Mimo tego odrealnienia i oderwania od problemów doczesnych – romantyzm by³ czasem spo³ecznych i przemys³owych przemian, które rodzi³y siê jednak trochê na uboczu wielkich poezji. Bo w romantyzmie najwa¿niejsza by³a filozofia. To ona, a nie rewolucja przemys³owa (jak to mia³o poniek±d miejsce w kolejnym na osi literackiego czasu pozytywizmie) determinowa³a szeroko rozumiany artyzm. I mimo, ¿e wiêkszo¶ci z Was mo¿e siê to wydaæ niemo¿liwe – podwalin± dla istnienia romantycznej my¶li by³a filozofia niemiecka. To o dziwo surowi i niewylewni Niemcy, a nie „kochaj±cy kochaæ” Francuzi, W³osi czy Hiszpanie stworzyli najwa¿niejsze dla epoki postulaty:
Z tego wpisu, powinni¶cie zapamiêtaæ:
A w przysz³ej notce – opowiem Wam o roli poety i poezji w romantyzmie. I o tych tajemniczych zió³kach i naparach te¿... ;-) A!!! Procenty te¿ bêd±. I wino popijane z ludzkiej czaszki ;-)
poniedzia³ek, 31 pa¼dziernika 2011
Czêsto na blogu wspominam, ¿e daty – bêd±ce granicami istnienia konkretnych epok – to cezury umowne. Odkrycie Ameryki przez Kolumba - oczywi¶cie, by³o wydarzeniem prze³omowym, zmieniaj±cym radykalnie bieg historii. Nie oznacza to jednak, ¿e w dniu, kiedy na Starym Kontynencie pojawi³a siê depesze mówi±ca o dop³yniêciu do nowego l±du – w Europie, w jednej chwili zmieni³ siê ¶wiatopogl±d. Tak samo, jak nie mo¿na na serio mówiæ o tym, ¿e romantyzm zaw³adn±³ Polsk± w chwili wydania „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza Epoki przenikaj± siê wzajemnie, przesycaj±. Czas przej¶ciowy nie jest zwykle okre¶lany konkretn± nazw±. Jego badaniem zajmuj± siê historycy literatury i literaturoznawcy. Uczniom w liceum – wbija siê do g³ów: odkrycie Ameryki przez Kolumba to pocz±tek europejskiego renesansu, a wydanie „Ballad i romansów” Mickiewicza to start rodzimego romantyzmu. I tyle. Bo tak jest wygodniej.
Z drugiej strony, czas dziel±cy o¶wiecenie i romantyzm, czas wzajemnego przesycania siê epok - by³ tak bogaty i tak niezwyk³y pod wzglêdem twórczym, ¿e doczeka³ siê w³asnego okre¶lenia. Preromantyzm to okre¶lenie szeregu zjawisk, których nie mo¿na jednoznacznie przyporz±dkowaæ ani klasycyzmowi, ani romantyzmowi. To czas wzrostu popularno¶ci sentymentalizmu i powie¶ci gotyckiej i moment upowszechnienia ballad. To okres fascynacji wszystkim tym, co tajemnicze, dziwne, czasami te¿ straszne.
Twórczo¶æ preromantyzmu zdominowana by³a przez pesymizm, melancholiê i grozê, a mroczny klimat utworów podkre¶la³o przesycenie fabu³y i narracji ¶mierci± i obfite opisy grobów, cmentarzysk. Wbrew temu, co zapewne przedstawiaj± Wam poloni¶ci – werteryzm nie by³ cech± romantyzmu, ale preromantyzmem w najczystszej postaci. Innymi s³owy – m³ody Goethe to wzorcowy preromantyk!
Tak samo, jak w Polsce nieznany (Wasi nauczyciele te¿ zapewne o nim nie maj± wiele do powiedzenia) William Blake – jedna z najbardziej tajemniczych postaci angielskiej literatury. Je¶li nazwisko „Blake” co¶ Wam mówi, to... doskonale! G³ówny bohater filmu Jima Jarmuscha z Johnnym Deppem - „Truposz” nosi imiê na cze¶æ tego w³a¶nie, wielkiego preromantyka. Je¶li natomiast zaintrygowa³ Was tatua¿ na plecach jednego z bohaterów filmu „Czerwony smok”, to... znowu bingo! Tytu³owy czerwony smok jest inspirowany rycin± Williama Blake'a!
Poezje Blake'a wymagaj± czytania ze zrozumieniem i maksymalnej koncentracji. Historycy literatury zachodz± w g³owê nad jego niezwyk³ym geniuszem, zastanawiaj±c siê jednocze¶nie nad ewentualn± s³uszno¶ci± teorii mówi±cej o tym, ¿e Blake byæ mo¿e by³ chory umys³owo. Najlepiej bêdzie, je¶li wyrobicie sobie o nim zdanie sami. Po prostu. A przy okazji – wspominaj±c zarówno o Blake'u, jak i o preromantyzmie w ogóle, doprowadzicie swojego polonistê o wyraz twarzy przypominaj±cy klasycznego „karpika”. ;-) Je¶li jednak nie zainteresuje Was poezja tego twórcy – warto przynajmniej zapoznaæ siê z jego pracami wizualnymi. Na zachêtê i wpisuj±c siê w grobowy nastrój – zapraszam na krótk± wycieczkê w ¶wiat tego niezwyk³ego preromantyka. William Blake, XVIII - wieczny poeta i malarz angielski, mia³ w swoim zwyczaju czêste popadanie w skrajno¶ci. Nêkany wizjami nierzadko nazywa³ siebie „¯o³nierzem Chrystusa”, „Zbawicielem”. Z drugiej za¶ strony - odstawa³ od doktrynalnego katolicyzmu opowiadaj±c siê za paradoksalnym „chrze¶cijañskim ateizmem”.
Syna Bo¿ego porównywa³ z Szatanem, czêsto - na drodze imaginacji wstêpowa³ do dantejskich krêgów piekielnych, miewa³ wizje, obcowa³ z duchami. Dzi¶ jego wierszy albo w ogóle siê nie zna, albo namiêtnie czytuje. Analogicznie - mo¿na je napastliwie krytykowaæ lub bezgranicznie wychwalaæ. Wszystko przez zawarte w nich radykale pogl±dy Blake’a ocieraj±ce siê o zaawansowan± filozofiê i boskie dogmaty, oraz jego silnie ukierunkowane polityczne przekonania i (tak dzi¶ niedorzeczn±) pe³n± determinacji wiarê w racje bytu idei. William Blake jest bowiem jednym z tych nie¶miertelnych bohaterów ¶wiatowej kultury, którzy w swych wierszach zawierali poka¼n± czê¶æ samych siebie. Ka¿de dzie³o w wykonaniu tego angielskiego romantyka by³o psychologicznym autoportretem, ukazuj±cym roznegli¿owane, skrzêtnie skrywane s³abo¶ci, boja¼nie i namiêtno¶ci. Pró¿no jednak w tych aktach doszukiwaæ siê choæby ziarna pornografii. Poezja Blake’a nie jest i nigdy nie by³± ani ³atwo dostêpna, ani (tym bardziej ) wystawiona na sprzeda¿. Blake nie znalaz³ w¶ród sobie wspó³czesnych wielu na¶ladowców. Za ¿ycia nikt nie wynosi³ na piedesta³ jego k³óc±cych siê z ogólnie pielêgnowanymi racjami idea³ów. Ma³o czego - nikt nie docenia³ jego dzie³: zarówno pisarskich jak i rytowniczych. Dopiero w niespe³na dwa wieki po ¶mierci poety - rozpêta³a siê burza wokó³ jego twórczo¶ci. Niema³y zwi±zek z zaistnieniem tej lawiny zainteresowania ma zagadkowy charakter dzie³ Blake’a. Wyzieraj±ca z nich tajemnica przeplatana groz±, nierzadko trudna do zrozumienia pierwotna intencja autora - prowokuj± wrêcz sta³e pojawianie siê ró¿nych interpretacji wierszy, czêsto bardzo tendencyjnych, ukierunkowanych z góry przez (dajmy na to) „si³y wy¿sze”. Bo w³a¶nie dziêki swojej mistyczno¶ci Blake - postrzegany dzisiaj jako uznany poeta doby preromantyzmu - sta³ siê obiektem „przetargu”. Licytuj± siê o niego (a raczej o intencje i przes³ania jego wierszy) zapaleni atei¶ci, dei¶ci, agnostycy, grona badaczy katolickich i quazichrze¶cijañskich. Ka¿da z tych grup chce posiadaæ na w³asno¶æ prawo do mówienia o Blake’u jako o piewcy idea³ów oscyluj±cych w ramach danego wyznania, czy spojrzenia na ¶wiat. Nikt nie wie na pewno, co sam Blake przez swoje dzie³a chcia³ powiedzieæ. Pewnym jest jednak to, ¿e poeta przekonany by³ o racji bytu nawiedzaj±cych go zjaw (min. ducha pch³y) i postaci zza grobu (ponoæ czuwaj±c przy umieraj±cym bracie widzia³ wylatuj±c± z jego cia³a, klaszcz±c± z rado¶ci w rêce duszê; mia³ potem z ow± dusz± spotkaæ siê jeszcze kilka razy, by w koñcu - pozyskaæ od niej tajniki reformuj±ce sztukê rytownictwa!!!). Z tych metafizycznych wizyt czerpa³ Blake natchnienie do pracy twórczej. Ma³o czego! Sam faworyzowa³ wizjonerów umieszczaj±c w¶ród swoich „Przys³ów piekielnych” stwierdzenie, ¿e „cz³owiek g³upi widzi nie to samo drzewo, co m±dry”. Jednak sam fakt jego obcowania z pobudzaj±c± metafizyk±, pomimo wynikaj±cych z niego korzy¶ci natury estetycznej - budzi³ wiele kontrowersji. Niektórzy krytycy traktuj± ponadziemskie kontakty Blake’a za objaw predestynacji. Inni, wizjonerskie „pogawêdki” z za¶wiatami kojarz± z choroba psychiczn±, najczê¶ciej schizofreni±. O s³uszno¶ci tych stricte psychologicznych s±dów przekonaæ maj± rysuj±ce portret psychologiczny analizy prac poety, w których czêsto wyznaje on swój strach przed zamkniêciem, ograniczeniem zmys³ami.
Wariat? Fanatyk religijny? A mo¿e kreator idealnych bytów... A co je¶li i jedno i drugie? Szaleñstwo jest przecie¿ kwesti± sporn±. Kto zdo³a udowodniæ, ¿e ludzie powszechnie uwa¿ani za szalonych (tudzie¿ opêtanych) nie s± w stanie czuæ g³êbiej i widzieæ wiêcej od tych – sklasyfikowanych w zacnym gronie zdrowych na umy¶le? Poezja jest (na szczê¶cie) sama w sobie dziedzin± metafizyczn±. W swych niedomówieniach i zagadkowo¶ci pozostawia szerokie pole do popisu dla wyobra¼ni czytelnika prowokuj±c tym samym niepohamowan± chêæ wysnuwania wniosków. I to jest w³a¶nie w Blake’u najpiêkniejsze. Jego (o dziwo!!!) „radykalny uniwersalizm” w którym ka¿dy z po¿eraczy lirycznych strof znajdzie co¶ dla siebie. Bo dzisiaj Blake’a albo w ogóle siê nie zna albo namiêtnie czytuje. Analogicznie - mo¿na go napastliwie krytykowaæ lub bezgranicznie wychwalaæ. Ale nikt nie zdo³a pozostaæ wobec „Niego Ca³ego” obojêtny.
niedziela, 30 pa¼dziernika 2011
O ile w przypadku omawianego wcze¶niej baroku – zarówno nazwê, jak i samo uznanie okresu za pe³noprawn± epokê nast±pi³o na d³ugo po schy³ku XVIII wieku, to za kszta³t i nazwê o¶wiecenia odpowiadaj± sami kreatorzy epoki rozumu. O¶wieceniowi my¶liciele, wywodz±cy siê g³ównie z Anglii i Francji (te dwa raje by³y bowiem „motorami napêdowymi” tego czasu), ¿yj±cy w II po³owie XVIII i do pocz±tków wieku XIX - byli ¶wiadomi postêpu cywilizacyjnego, którego poniek±d stali siê kreatorami. W zwi±zku z tym – sami siebie nazywali lud¼mi o¶wieconymi, czyli ¿yj±cymi w epoce rozumu. O¶wiecenie jest czasem Wielkiej Rewolucji Francuskiej (1789), krytyki feudalizmu i szeroko rozumianej niesprawiedliwo¶ci spo³ecznej. Naturaln± konsekwencj± zami³owania do postêpu by³a negacja nierozwojowej, zacofanej przesz³o¶ci, a tak¿e – w wieli przypadkach - negacja dokonañ minionych epok. Filozofiê o¶wieceniow± determinowa³ krytycyzm - idea towarzysz±ca wszystkim, najwa¿niejszym pr±dom umys³owym epoki rozumu. Krytycyzm to krytyczna analiza ¿ycia politycznego i spo³ecznego, a tak¿e – kulturalnego, naukowego, religijnego. Celem krytyki systemów by³o zdefiniowanie problemów politycznych, spo³ecznych etc. i próba ich reformacji. Twórc± i piewc± krytycyzmu by³ francuski filozof – Kartezjusz, którego maksyma „Cogito ergo sum” („My¶lê, wiêc jestem”) sta³a siê has³em przewodnim epoki. G³ównym nurtem ideowym czasu rozumu by³ racjonalizm, odrzucaj±cy w procesie dochodzenia do prawdy wszystko to, czego nie da siê wyja¶niæ przy udziale rozumowej logiki. Racjonali¶ci uznawali, ¿e na miano w³a¶ciwego, poprawnego – zas³uguj± tylko te rzeczy, teorie czy pogl±dy, których prawdziwo¶æ mo¿na udowodniæ przy pomocy nauki. Dodatkowo, racjonali¶ci sprzeciwiali siê dogmatom ko¶cielnym i szeroko rozumianemu fanatyzmowi religijnemu, których podstaw± by³o wierzenie niepoparte faktami. To tak¿e od racjonalistów wywodz± siê deizm i ateizm. Deizm zak³ada³, ¿e Bóg jest stwórc± ¶wiata, ale nie wp³ywa na jego losy. Ateizm z kolei – ca³kowicie zaprzecza istnieniu jakiejkolwiek istoty wy¿szej. Empiryzm, czyli trzeci pr± definiuj±cy filozofiê epoki, którego twórc± by³ angielski filozof – Francis Bacon – porzuca³ wszystko to, czego istnienia nie da siê udowodniæ racjonalnie, uznaj±c, ¿e prawdziwe s± jedynie te pojêcia, których byt mo¿na uzasadniæ i zbadaæ przy pomocy naukowego do¶wiadczenia. Wiara czy niepotwierdzone przekonania s± fa³szem, które nale¿y wypleniæ z ludzkiego umys³u przy pomocy (rozpowszechnianej) literatury. Doskona³ym przyk³adem spe³niaj±cej empiryczne cele publikacji by³a francuska „Encyklopedia”, powstaj±ca miêdzy innymi pod nadzorem Diderota i Voltaire'a przez dwadzie¶cia lat. Polskie o¶wiecenie to przede wszystkim lata panowania ostatniego króla – Stanis³awa Augusta Poniatowskiego (1764 – 1795). Umowny koniec epoki to rok 1822 (wydanie ”Ballad i romansów” Adama Mickiewicza). Ramy czasowe nie mog± byæ jednak postrzegane wprost, na „sztywno”. Aby pozwoliæ sobie na czytanie ze zrozumieniem o¶wieceniowych publikacji i zrozumieæ ich historyczno - spo³eczny kontekst, nale¿y dok³adnie przyjrzeæ siê wydarzeniom zapowiadaj±cym polski rozkwit epoki rozumu.
To tylko jedne z wielu wydarzeñ o zabarwieniu kulturalnym i o¶wiatowym, które by³y jedynie zapowiedzi± rozkwitu pierwszych my¶li o¶wieceniowych, których pojawienie siê i wdra¿anie powi±zane by³o ¶ci¶le z osob± Stanis³awa Augusta. Król by³ niezwykle postêpowym i zaanga¿owanym mecenasem sztuki i propagatorem reform o charakterze spo³ecznym. D±¿enia króla wspierane by³y przez rodzimych publicystów, dzia³aj±cych w obrêbie dwóch pierwszych polskich czasopism - „Monitora” i „Zabaw przyjemnych i po¿ytecznych”. Za czasów panowania Stanis³awa Augusta powsta³a te¿ w 1765 roku Szko³a Rycerska (zwana tak¿e Korpusem Kadetów), a dzia³anie rozpoczê³a Komisja Edukacji Narodowej (1773 rok), która jako pierwsze, europejskie ministerstwo – zreformowa³a Akademiê Wileñsk± i Akademiê Krakowsk±. Jednak najwa¿niejszym spadkiem d±¿eñ reformatorskich samego króla, jak i ludzi skupionych wokó³ jego dworu by³a Konstytucja 3-go maj± (1791 roku) – uchwalona jako pierwsza w Europie i druga (po Stanach Zjednoczonych) na ¶wiecie. Zmierzch polskiego o¶wiecenia przypada na czas ostatniego rozbioru Polski, czyli na wydarzenia oscyluj±ce wokó³ roku 1795. Okres miêdzy tym czasem, a epokowym wydaniem „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza w 1822 roku nazywamy preromantyzmem. Jest to czas wzajemnego przenikania siê pr±dów o¶wieceniowych i romantyzmu jakie s± ramy czasowe ¶wiatowego i polskiego o¶wiecenia, Co powiniene¶ wiedzieæ?
czwartek, 13 pa¼dziernika 2011
Barok to epoka bêd±ca logicznym (¿eby nie powiedzieæ – psychologicznie przewidywalnym) nastêpstwem Renesansu. Odrodzenie nawi±zywa³o do kultury Antyku, staraj±c siê wskrzesiæ staro¿ytne nurty sztuki i kultury. Kiedy to siê uda³o – zapragniêto udoskonaliæ antyczne konotacje i dodaæ im nowego, jeszcze bardziej ozdobnego charakteru. Tak narodzi³ siê Barok. Barok rozwija³ siê w wieku XVII i w niektórych krajach Europy (w tym – w Polsce), trwa³ jeszcze w po³owie XVIII stulecia. Przez wiele lat uznawano ten okres jedynie za finalny, trochê dziwaczny etap Odrodzenia. Z czasem, gdy badacze zaczêli dok³adniej przygl±daæ siê zdobnym, barokowym dzie³om (zarówno z dziedziny literatury jak i architektury lub malarstwa) zaczêto Barok doceniaæ i okre¶laæ mianem oddzielnej epoki. By³ to proces kontrowersyjny, bo o ile w przypadku pocz±tku Odrodzenia mo¿na mówiæ o historycznych wydarzeniach, które wp³ynê³y na powstanie i ukszta³towanie siê epoki (ot, chocia¿by odkrycia geograficzne i zwiêkszenie wp³ywów ruchów reformatorskich), to Barok pojawi³ siê tak naprawdê znik±d. Nie by³o wojny, nie by³o rewolucji. By³a przemiana my¶li spo³ecznych i powstanie nowych pogl±dów definiuj±cych ¶wiat i cz³owieka. O ile „z³ote” Odrodzenie napêdzane by³o przez humanizm, to kres Renesansu przesycony zosta³ sceptycyzmem, zw±tpieniem w warto¶æ istoty ludzkiej, która – jak siê okaza³o – nie by³a wcale taka niepokonana i wszechwiedz±ca. Cz³owiek by³ za to bez w±tpienia odpowiedzialny za siebie i za swoje pogl±dy, a te ostatnie – w dobie reformacji i kontrreformacji by³y trudne do jasnego okre¶lenia. Zw±tpienie podsycane by³o te¿ przez rewolucyjne odkrycia naukowe, które zachwia³y wzglêdnie ustabilizowanym porz±dkiem ¶wiata. Rewolucyjne doniesienia Kopernika, które potwierdzi³ pó¼niej Galileusz, odkrycie mikroskopu – to wszystko mo¿e wydawaæ siê nam oczywiste, ale dla renesansowego spo³eczeñstwa, ufaj±cego w to, ¿e w centrum wszech¶wiata stoi cz³owiek - doniesienia o obrocie cia³ niebieskich by³y rewolucyjnymi, wywrotowymi. I mimo, ¿e tezy Kopernika i Galileusza mia³y pokrycie w prawdzie – nastêpcy reformacji nie dawali im wiary, staraj±c siê zachowaæ stary (de facto – niepoprawnie okre¶lony) ³ad. Efektem tego by³y procesy pokazowe, wymuszenie na Galileuszu przyznania siê do b³êdu i odwo³ania swoich tez i spalenie na stosie Giordano Bruno. Cz³owiek Baroku by³ wiêc rozdarty, nie wiedzia³ w co i komu ma wierzyæ. Charakteryzowa³o go ogólne zw±tpienie, niepewno¶æ bytu napêdzana przez dziesi±tkuj±ce spo³eczeñstwo zarazy, wojny i plagi g³odu. A kiedy g³owê wype³niaj± same zmartwienia – trudno jest zachwycaæ siê nad humanizmem i wierzyæ w potêgê ¿ycia. Dlatego te¿, dla cz³owieka Baroku – szans± na ucieczkê od doczesnych problemów by³a wiara w Boga i ¿ycie po ¶mierci lub oddawanie siê ziemskim uciechom. Te dwie, ca³kowicie sprzeczne ze soba filozofie s± podstaw± barokowej sztuki – najbardziej zró¿nicowanej, najbardziej nieregularnej i nieprzewidywalnej. Sam termin Barok pochodzi zreszt± najprawdopodobniej od portugalskiego „Barocco”, czyli jubilerskiego terminu okre¶laj±cego per³ê o nieregularnych kszta³tach. „Barocco” to tak¿e sposób rozumowania – specyficznie logiczny, ale nie prowadz±cy do prawdziwych i racjonalnych twierdzeñ. Taki by³ w³a¶nie Barok – myl±cy, pe³en dygresji, niepewny, wykrêtny, przewrotny i bardzo ozdoby, jak per³a – symbol piêknego nieszczê¶cia. Kiedy zaczêto doceniaæ Barok i traktowaæ ten okres jako oddzieln± epokê – okre¶lenie „barocco” nabra³o nowego sensu, staj±c siê synonimem przesady, awangardy, ekstrawagancji, absurdalno¶ci i zaskakuj±co atrakcyjnej dziwaczno¶ci. Taka jest te¿ literatura barokowa – do której czytania Was serdecznie zachêcam. Z tego wpisu powinni¶cie zapamiêtaæ:
sobota, 08 pa¼dziernika 2011
O ile ¦redniowiecze uznawane jest za wieki ciemne, to Renesans – nawet w masowej ¶wiadomo¶ci – uchodzi za epokê pe³n± humanistycznego ¶wiat³a i rozwoju. I w sumie nic w tym dziwnego, bo samo okre¶lenie epoki pochodzi od francuskiego s³owa „renaissance”, które oznacza nic innego, jak w³a¶nie odrodzenie. Oczywi¶cie, epoka nie by³a tak nazywana w czasie jej trwania. Okre¶leniem „renesans” zaczêli pos³ugiwaæ siê uczeni z XIX wieku. W ich rozumieniu – Renesans by³ czasem odrodzenia antycznego polotu i odnowieniem staro¿ytnych studiów. A dlaczego to historyczno-literacki Renesans sta³ siê s³ownikowym Renesansem dopiero trzy wieki po zakoñczeniu epoki? To, ¿e ¿yjemy w czasach nowoczesnych, a powstaj±c± aktualnie literaturê okre¶lamy mianem wspó³czesnej nie oznacza, ¿e nasi potomkowie, za 300 kolejnych lat – tak samo bêd± okre¶laæ „nasz±”, a dla nich - minion± epokê. Dla przysz³ych pokoleñ byæ mo¿e, rok 2011 bêdzie nale¿a³ do okresu „Zakopania”, „Technicznego uwstecznienia” lub bêdzie po prostu rokiem „Powrotu Frugo”. Za start Renesansu uznaje siê umownie wielkie odkrycia geograficzne, rozwój reformacji i kryzys papiestwa. Tym sposobem – tworz± siê ramy czasowe Odrodzenia, które rozpoczê³o siê w XIV wieku we W³oszech i trwa³o (na pó³nocy Europy, w tym - w Polsce) do lat trzydziestych wieku XVII. Pocz±tek polskiego Renesansu to schy³ek XV wieku, kiedy do kraju nad Wis³± zaczêli przybywaæ wêdrowni humani¶ci – poeci, tacy jak chocia¿by Conrad Celtis. Wtedy te¿, kszta³towa³ siê dworski mecenat, a w literaturze (chocia¿by na przyk³adzie „Historii Polski” Jana D³ugosza) pojawia³y siê pierwsze w±tki humanistyczne. Na kszta³t rodzimego Renesansu mia³ te¿ wp³yw rozwój drukarstwa – ju¿ w 1473 roku pojawi³ siê w Polsce pierwszy, wtedy wêdrowny warsztat drukarski, a od 1503 roki – swoj± pracê rozpoczê³y stacjonarne drukarnie. Nie mo¿na te¿ pomijaæ roli Akademii Krakowskiej (której pocz±tki siêgaj± a¿ do roku 1364), która od XV wieku – do programu nauczania wprowadzi³a dzie³a Wergiliusza, Owidiusza i Horacego. W Renesansie rozpoczêto te¿ prace nad pierwszym polskim przek³adem Biblii, a ten najs³ynniejszy – przek³ad Jakuba Wujka – zosta³ wydany w 1599 roku i by³ u¿ywany oficjalnie, a¿ do momentu ukazania siê w 1966 roku Biblii Tysi±clecia. Koniec polskiego Odrodzenia to prze³om wieku XVI i XVII. Czê¶æ ze znawców epoki za datê koñcow± podaje ¶mieræ Jana Kochanowskiego w 1584 roku, kiedy inni historycy literatury - za kres rodzimego Renesansu uznaj± ¶mieræ (1629) twórcy sielanek, Szymona Szymonowica. Pojawiaj±ce siê wcze¶niej w tek¶cie tego ogólnego wprowadzenia okre¶lenie „humanizm” - oznacza pr±d, który determinowa³ Renesans. Jego twórcy pochodzili z Florencji, która bêd±c w XV wieku we w³adaniu Medyceuszów – uros³a do rangi najwa¿niejszego o¶rodka Europy. Podstaw± humanizmu by³ cz³owiek i wiara w jego nieograniczone mo¿liwo¶ci. Humanizm by³ wiêc pr±dem przeciwstawnym do ¶redniowiecznego teocentryzmu, który w centrum wszystkiego stawia³ Boga. Wzorcem tego antropocentrycznego nurtu by³ oczywi¶cie Antyk, czyli czas kultu si³y duchowej, piêkna fizycznego i umi³owania cz³owieczej m±dro¶ci. Humanizm omówiê w oddzielnym wpisie tak, ¿eby umo¿liwiæ Wam ³atwy dostêp do konkretnych dzia³ów i ¿eby szybkie czytanie tre¶ci, nie stanowi³o najmniejszego problemu. Po przeczytaniu tego wpisu, powinni¶cie wiedzieæ:
czwartek, 06 pa¼dziernika 2011
¦redniowiecze to druga po Antyku i najd³u¿sza, bo trwaj±ca w Europie a¿ 1000 lat epoka. To tak¿e okres najbardziej lubiany przez licealistów. G³ównie przez wzgl±d na to, ¿e omawiane w ramach programu wiersze i poematy, s± zwykle bardzo krótkie i z perspektywy naszych czasów – zabawne. ¦redniowieczne dzie³a s± tak¿e ciekawe, o czym niestety zapomina lub czego nie docenia wiêkszo¶æ z uczniów. Bo podstaw± zrozumienia ¦redniowiecza jest znajomo¶æ historii i obycie z filozofi± – bez tego, czytanie ze zrozumieniem nawet najkrótszych poematów, nie bêdzie mo¿liwe. Za pocz±tek epoki uznaje siê przewrotnie upadek Cesarstwa Rzymskiego, czyli rok 476 naszej ery. Niektórzy mediewi¶ci przyjmuj± za datê pocz±tkow± rok 313, kiedy wydano edykt mediolañski, w ramach którego cesarz Konstantyn ustanowi³ wolno¶æ wyznania, zrównuj±c tym samym w prawach pogan i chrze¶cijan. Jednak je¶li na pytanie o datê pocz±tkow± epoki odpowiecie podaj±c rok 476 – nauczyciel na pewno przyzna wam racjê. Europejski koniec ¶redniowiecza to rok odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Oprócz roku 1492 podaje siê te¿ rok wynalezienia druku przez Jana Gutenberga (1450) i upadek Konstantynopola (1453). Polskie ¦redniowiecze zaczyna siê od przyjêcia chrztu, czyli od roku 966. Do umownego koñca – nie mo¿na przypisaæ konkretnej daty. Uznaje siê wiêc, ¿e zmierzch polskiego ¦redniowiecza to wiek XV. Problem z okre¶laniem ram czasowych nie wystêpuje jedynie w przypadku tej epoki. Wa¿ne wydarzenia uznawane s± za punkty zwrotne, owszem. Ale koniec jednego okresu i pocz±tek drugiego - dzieli okres przej¶ciowy, kiedy dwie epoki przenika³y siê wzajemnie i kszta³towa³y. Samo okre¶lenie jest nacechowane bardzo negatywnie. £aciñskie medium aevum pojawia³o siê ju¿ na prze³omie XV i XVI wieku i oznacza³o nic innego, jak wieki ¶rednie, które stanowi³y ciemn±, niewiele wnosz±c±, niewarto¶ciow± lukê miêdzy wielkimi epokami – Staro¿ytno¶ci± i Renesansem. Taki, nies³uszny pogl±d funkcjonuje w jêzyku obiegowym do dzi¶. Przecie¿ okre¶laj±c co¶, co jest uwstecznione, nierozwojowe – mówimy czêsto „Ciemnogród” (mimo, ¿e ten termin pojawi³ siê za spraw± publikacji z 1820 roku, której autorem by³ Stanis³aw Kostka Potocki), „¶redniowiecze”, „jesieñ ¶redniowiecza” (to okre¶lenie jest z kolei tytu³em wydanej w 1920 roku ksi±¿ki Johana Hulzingi). Niezale¿nie od pejoratywnego zabarwienia epoki – ¦redniowiecze, tak jak chocia¿by wychwalany Antyk, dzielimy na etapy. - Obejmuj±ce od V do X wieku wczesne ¦redniowiecze to okres graniczny, W sztuce ³±czono tradycje rzymskie, plemienne, pogañskie z motywami z Bizancjum. Dominowa³ (w mowie i pi¶mie) jêzyk ³aciñski. - Dojrza³e ¦redniowiecze (XI – XII) to czas dominacji stylu romañskiego i okres, w którym obok ³aciny – w pi¶miennictwie pojawia³y siê te¿ jêzyki narodowe. - Jesieñ ¦redniowiecza, trwaj±ca do XV wieku to czas rozwoju stylu gotyckiego i schy³ek epoki, która zaczê³a byæ przesycana renesansowymi pr±dami. W nastêpnej czê¶ci opisu epoki – omówiê w³a¶nie poszczególne style. Zajmê siê te¿ filozofi± i najwa¿niejszymi pojêciami. Potem – rzecz jasna, przejdziemy do literatury. ¯eby Was nie zanudziæ – obiecujê dodawaæ jak najwiêcej interesuj±cych i ma³o znanych ciekawostek, którymi bêdziecie mogli przygwo¼dziæ swoich polonistów. Ot, chocia¿by – opowiem Wam, jak najprawdopodobniej wygl±da³a geneza popularnego motywu danse macabre. Bynajmniej, w tej teorii nie chodzi o równo¶æ ludzi i oczywisto¶æ ¶mierci. Ale o tym wkrótce ;-) |
Zak³adki:
Dobre strony
Tagi
|